Trudne początki
Pod koniec lat 40. i niemal przez całą drugą połowę lat 50. XX wieku rubryka poświęcona modzie w czasopiśmie „Przekrój” wypełniona była inscenizowanymi fotografiami, wykonywanymi w sterylnych, białych przestrzeniach. Materiały te miały jasno określony cel – w przejrzysty, wręcz instruktażowy sposób prezentować najnowsze trendy. W prasie radzono wówczas na przykład, jakie fasony rękawów wiosennych kostiumów najlepiej pasują do określonych typów urody i sylwetki.
Wolność kreacji
Stopniowo pod koniec lat 50., a szczególnie w latach 60., rola fotografii mody w polskiej prasie zaczęła ewoluować. Zdjęcie przestało być jedynie ilustracją do prostolinijnych porad – stawało się nośnikiem kuszącej, wizualnej obietnicy innego świata. Fotografie zdawały się szeptać, że wystarczy kilka modowych wyborów, by na nowo zdefiniować swój styl bycia.
Fotografia mody uwolniła się od hegemonii samego ubrania i roli suchej dokumentacji. Obraz i strój tworzyły odtąd harmonijny duet – dwa elementy wzajemnie się dopełniające. Coraz większe znaczenie zyskiwał ruch i ekspresja modelek, wieloplanowość oraz złożoność kompozycji. Sesje zaczęto realizować w przestrzeniach publicznych. Liczyło się miejsce, nieoczekiwana sytuacja, a przede wszystkim – wyprowadzenie kobiety ze sterylnego studia. Wybrana sceneria stawała się nośnikiem nowej jakości – estetycznej i narracyjnej. Las, park czy miejski pejzaż nie były tylko tłem: ich kształty i rytmy dialogowały z linią kroju ubrań.
Piękno bez filtra
Rozwiane włosy, zmrużone od słońca oczy. Modelki w ciekawych strojach, ale sfotografowane z dużą dozą naturalności, w świetle dnia. Kobiecość i moda na zdjęciach z lat 50. i 60. autorstwa niedawno zmarłego Tadeusza Rolkego (1929–2025) bronią się same. Bez lamp błyskowych, rekwizytów, wyszukanych trików czy retuszu. Nadmiar sprzętu mógłby spłycić obraz, odbierając mu prosty urok. Rolke z niechęcią wypowiadał się o ówczesnych zachodnich periodykach, w których dominowały już silnie przetworzone, zmanierowane wizerunki kobiet – „kosmicznie zmanipulowane manekiny” pozbawione autentycznego piękna.
Wielu polskich fotografów i fotografek czasu PRL-u nie dysponowało profesjonalnymi atelier czy rozbudowanym zapleczem oświetleniowym. Braki sprzętowe były jednak katalizatorem pomysłowości – wymuszały twórcze, nieszablonowe rozwiązania i maksymalne wykorzystanie dostępnych warunków. Zamiast budować skomplikowane układy lamp i modyfikatorów, trzeba było wsłuchać się w naturalny rytm przyrody. „Plan zdjęciowy” wyznaczały pora roku, pogoda i pozycja słońca, które kształtowały układ cieni i stopień kontrastowości obrazu.
Zaskakujące archiwalia
Różnorodność stylów w polskiej fotografii mody tego czasu można dziś zobaczyć choćby w Wirtualnym Muzeum Fotografii Fundacji Archeologia Fotografii. Od drugiej połowy lat 60. coraz śmielej pojawiał się w niej intensywny, soczysty kolor – nowy, wyrazisty środek kompozycji. Świetnym przykładem jest odważna realizacja Harry’ego Weinberga (1939–2022) z 1969 roku. W sesji dla poznańskiego Zakładu Przemysłu Odzieżowego MODENA fotograf wykorzystał czerwienie i żółcie przemy słowo-fabrycznego otoczenia. Modelki w eleganckich płaszczach i kapeluszach swobodnie przechadzały się po platformach i maszynach budowlanych. Podobny temperament mają zdjęcia Danuty Rago (1934–2000), na których kierowczyniami zwinnych, barwnych motocykli są wyłącz nie kobiety.
Kobieta w centrum narracji
Strój, dodatki, pewność siebie – kobieta w latach 60. przestaje być delikatną, filigranową muzą fotografów. Staje się pełno prawną bohaterką kadru. Jej niezależność i energia kształtują przekaz równie mocno jak sama moda. Od tej pory polska fotografia mody opowiada już nie tylko o ubraniach, lecz także o przemianach społecznych i nowym modelu kobiecości – temacie wciąż aktualnym, choć dziś wyrażanym raczej za pomocą cyfrowych selfie w mediach społecznościowych.
Autorka: dr Weronika Kobylińska

