Spółdzielnia ORNO. Wartości ważniejsze od srebra

Spółdzielnia ORNO. Wartości ważniejsze od srebra

Dodano: 
Wyroby Spółdzielni ORNO
Wyroby Spółdzielni ORNO Źródło: Wikipedia
Jak rozkochać Polaków w biżuterii i pokazać im prawdziwe piękno? Przed takim dylematem stanął Romuald Rochacki, który w powojennej rzeczywistości otworzył miejsce z charakterem, gdzie od kruszcu bardziej liczyli się ludzie.

Połączyć artystę z rzemieślnikiem

Na ten pomysł były księgowy Banku Krajowego wpadł w 30-metrowym mieszkaniu na Marszałkowskiej. W czasie okupacji Rochacki pracował w prywatnym warsztacie Karat, gdzie rozpoznawał i łączył kamienie z cennymi kruszcami. Zdobytą wiedzę i doświadczenie przekuł w późniejszą spółdzielnię ORNO. Nadrzędny cel – promocja przemysłowego wzornictwa i folkloru – sprzyjał funkcjonalnej, dopracowanej w detalach biżuterii. Artyści zgodnie z wolą Rochackiego byli zarówno projektantami, jak i rzemieślnikami – wytwarzali w krótkich seriach, nieprzekraczających stu sztuk, bransolety, łańcuchy, pierścionki i wisiorki. Ręcznie tworzone ozdoby były unikatowe i wyjątkowe. Założycielom ORNO (z łac. zdobię) zależało, aby artyści znali materialną, funkcjonalną i estetyczną wartość biżuterii, w której dominującą rolę odgrywał surowiec.

Twórcy ORNO, Romualdowi Rochackiemu, zafascynowanemu Williamem Morrisem i ruchem Arts & Crafts, zależało, aby każdy mógł rozwinąć swoje umiejętności, a także obserwować, jak szkice przeobrażają się w przedmioty. W firmie panował z góry ustalony porządek: czeladnicy dostawali opiekunów, pod okiem których cięli, formowali i fakturowali srebro. Wspólna praca, marzenia i pasja sprzyjały powstawaniu cennych wyrobów, ale od rzemiosła ważniejsze były międzyludzkie więzi. Ten postulat realizowała ORNO, jedna ze spółdzielni Cepelii.

Złote lata spółdzielni

Każdy kierownik artystyczny wniósł do ORNO coś nowego. W czasach Rochackiego artyści czerpali inspirację z kowalstwa, w latach 60. – epoce Adama Jabłońskiego – zainteresowaniem cieszyła się biżuteria nawiązująca do secesji i art déco. Zgeometryzowane kształty i symetria współgrały z półszlachetnymi kamieniami, głównie nefrytem, bursztynem, koralem i turkusem. Niektóre wyroby kosztowały równowartość miesięcznej pensji, ale ko lejki przed sklepami w centrum Warszawy świadczyły o tym, że biżuteria była rzeczą pożądaną. Ze względu na coraz większe zainteresowanie biżuterią ORNO rozszerzyła asortyment o architekturę wnętrz, wzornictwo, fotografię i okolicznościowe dekoracje. Artyści nie pozostawali obojętni na ówczesną modę, tendencje w sztuce i ważne wydarzenia w dziejach kraju. Obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego uczczono kolekcją biżuterii wczesnosłowiańskiej.

W latach 70. rzeźbiarz Adam Myjak promował formy asymetryczne, ażurowe, organiczne i uproszczone kształty nierozerwalnie związane z abstrakcją. W ORNO powstawały insygnia władzy samorządowej i akademickiej, ale kierownikom zależało też na pracownikach. Mogli się oni zapisać na dwuletni kurs historii sztuki, obejmujący zagadnienia metaloplastyki, kompozycji i rysunku. Dzięki zajęciom poznawali arkana zawodu, stawali się mistrzami w swoim fachu i wytwarzali w dalszym ciągu popularne ozdoby. La ta 80. zaowocowały wyrobami w „stylu inżynierskim”, w którym dominowała wyraźna linia, a zgeometryzowany kształt biżuterii zastąpiono gładką, polerowaną powierzchnią. Ze względu na większą niż wcześniej dostępność biżuterii wyroby cieszyły się znacznie mniejszym zainteresowaniem.

ORNO „dobiły” problemy własnościowe i lokalowe, które w 2003 roku doprowadziły do zamknięcia niegdyś tętniącej życiem spółdzielni.


Autorka: Małgorzata Giermaz


  • Partnerzy serwisu
  • Warsaw Fashion Week – WFW