Rzeźbiarz sylwetek: futurystyczny świat MALESY

Rzeźbiarz sylwetek: futurystyczny świat MALESY

Dodano: 
Damian Malesa, projektant
Damian Malesa, projektant Źródło: Materiały prasowe / Zuzanna Rabiega
Minimalizm spotyka awangardę, a klasyczne rzemiosło stapia się z nowymi światami. MALESA – projektant, który przeszedł drogę od technikum odzieżowego, przez MSKPU, aż do realizacji projektów dla czołowych edytoriali – tworzy modę, która wygląda jak kadr z przyszłości.

O tym, jak buduje własny język estetyczny, dlaczego precyzja konstrukcji jest jego mantrą i jak porusza wyobraźnię stylistów – opowiada w rozmowie z Mod’arte.

O początkach i edukacji

Twoja droga prowadziła przez Technikum Odzieżowe im. Marii Bratkowskiej i MSKPU. Jak te dwa etapy ukształtowały sposób, w jaki dziś myślisz o modzie i konstrukcji?

Pójście do technikum odzieżowego było jedną z najlepszych decyzji w mojej drodze zawodowej. To tam nauczyłem się fundamentów: szycia, konstrukcji, precyzji i szacunku do rzemiosła. Te umiejętności dały mi absolutną wolność w projektowaniu, bo papier przyjmie wszystko, ale dopiero świadomość, jak coś wykonać, pozwala tworzyć nowe formy. W MSKPU zaś po raz pierwszy zrozumiałem, że projektowanie może być językiem artystycznym.

Czy od początku wiedziałeś, że pójdziesz w kierunku estetyki futurystycznej?

Nie, na początku mojej drogi tworzyłem streetwear inspirowany kulturą techno. To była estetyka pełna energii, buntu i poszukiwań. Z czasem jednak zacząłem czuć, że moja wrażliwość idzie w innym kierunku. Marka dojrzewała razem ze mną – dziś jestem innym człowiekiem, innym projektantem, dojrzałym mężczyzną świadomym swojej estetyki. Futurystyczna elegancja okazała się naturalnym rozwinięciem tego procesu: bardziej precyzyjna, wyciszona i jednocześnie odważniejsza w formie.

O estetyce futurystycznej elegancji

Jak definiujesz „futurystyczną elegancję”? Co jest w niej najważniejsze — forma, materiał, proporcja, ruch?

Dla mnie futurystyczna elegancja to ciągłe poszukiwanie nowych form i rozwiązań, ale bez krzyku. Moje projekty nie muszą pod nosić głosu, aby zostały zauważone – ich siłą jest konstrukcja, nie krzykliwość. Moje projekty są na tyle futurystyczne, by wyróżniać się na tle wszystkiego, co znane, a jednocześnie na tyle proste, by z łatwością mogły królować w najbardziej klasycznych przestrzeniach. Forma, proporcja i ruch są dla mnie jednym systemem – dopiero ich harmonia tworzy elegancję, która nie jest ani przesadą, ani dekoracją, lecz czystą, świadomą obecnością.

W Twoich projektach widać elementy minimalizmu, ale też nowoczesną konstrukcję. Co jest dla Ciebie punktem wyjścia przy budowaniu sylwetki?

Tworzę tak, aby ubranie było rzeźbą, ale jednocześnie pozostawało funkcjonalne i bliskie ciału. Wszystko zaczyna się od pytania: co mogę uprościć, aby konstrukcja była jeszcze bardziej wyrazista? To prowadzi mnie do form, które są jednocześnie skromne i odważne, oszczędne i nowoczesne.

W polskiej modzie taki kierunek nadal jest rzadki. Skąd czerpiesz inspiracje i jak unikasz popadania w banał futurystycznych klisz?

Staram się tworzyć rzeczy, których sam wcześniej nie widziałem – to mój najprostszy i jednocześnie najtrudniejszy kompas twórczy. Ogromną rolę odgrywają u mnie rzeźba i sztuka, fascynuje mnie sposób, w jaki bryły budują emocje. To wpływa na moje kolekcje bardziej niż Jakiekolwiek trendy. Z kolei muzyka to moja największa miłość po modzie i jednocześnie towarzysz w każdym etapie pracy. Nadaje rytm formom i proporcjom, a jej ciemniejsze, bardziej intymne brzmienia przemycają do moich projektów tę charakterystyczną nutę mroku. Unikam futurystycznych klisz, bo nie interesuje mnie futuryzm jako dekoracja. Nowoczesność widzę w czystości idei i w odwadze.

Zawsze podziwiałem Alexandra McQueena. To właśnie on uświadomił mi, gdy byłem nastolatkiem, że moda może być czymś więcej niż ubraniem – może być sztuką.

Twoje projekty mają w sobie artystyczny charakter — czy jest jakiś konkretny artysta, nurt albo dzieło sztuki, które szczególnie wpłynęły na Twoje myślenie o formie i futurystycznej elegancji?

Zawsze podziwiałem Alexandra McQueena. To właśnie on uświadomił mi, gdy byłem nastolatkiem, że moda może być czymś więcej niż ubraniem – może być sztuką. Jego podejście do form, dramatyzmu i narracji w projektach otworzyło przede mną nowe pole myślenia o ubraniach jako o rzeźbach, które opowiadają historię.

W Twoich projektach dominują czerń, biel i energetyczna czerwień. Czy myślałeś o rozszerzeniu palety barw, czy właśnie te trzy kolory są fundamentem Twojego języka wizualnego i chcesz przy nich pozostać?

Czerń w moich projektach jest dla mnie czymś więcej niż kolorem – to medium wyrazu. Pozwala mi skupić się na formie, proporcjach i strukturze bez zbędnego szumu wizualnego. Biel czy energetyczna czerwień działają jak kontrapunkty, nadając rytm i emocję, ale to czerń jest i będzie fundamentem mojego języka wizualnego. Nie wykluczam innych barw, ale zawsze wracam do niej, bo to ona najlepiej pozwala mi opowiadać moją historię.

W latach 60. i 70. w Polsce pojawiła się silna fascynacja futuryzmem w modzie i wzornictwie. Czy ten powojenny boom estetyki futurystycznej — od IWP po projektantów tamtej epoki — w jakikolwiek sposób wpłynął na Twoją twórczość? Jakie materiały są dla Ciebie najbardziej fascynujące w pracy?

Ten powojenny futuryzm nauczył mnie, że estetyka to nie tylko forma, ale przede wszystkim postawa – odwaga w poszukiwaniu nowych rozwiązań i chęć wyprzedzania czasów. W mojej pracy najbardziej fascynuje mnie winyl i jego połysk, skóra oraz transparentne tkaniny, które wprowadzają lekkość i grę światła. Bardzo istotna jest również struktura materiałów – często muszą same utrzymać formę, by sylwetka zachowała swój charakter.

W Twoich projektach widać kontrolę, ale też lekkość. Jak osiągasz tę równowagę?

Równowagę między kontrolą a lekkością osiągam dzięki precyzyjnej konstrukcji i świadomej pracy z materiałem. Każdy detal jest przemyślany tak, aby sylwetka zachowała swoją formę, a jednocześnie poruszała się naturalnie razem z ciałem.

O marce i przyszłości

Jakie jest największe wyzwanie przy budowaniu marki w Polsce operującej w estetyce futurystycznej?

Największym wyzwaniem przy budowaniu marki w Polsce jest wciąż pewna zachowawczość odbiorców. Ludzie często boją się odważniejszych form i nowych rozwiązań w modzie. Nie ukrywam jednak, że moim celem jest również powolne, przemyślane wejście na rynki zagraniczne, gdzie odbiorcy są bardziej otwarci na eksperymenty i futurystyczną estetykę. To naturalny krok w rozwoju marki, który pozwoli mojej wizji zyskać szerszy kontekst.

O czym marzysz jako projektant i jaka przyszłość mody najbardziej Cię ekscytuje?

Marzę o tym, aby moje projekty mogły zaistnieć na światowym poziomie wizualnym – tworzyć pokazy, które będą prawdziwym doświadczeniem, pełnym emocji i narracji. Chcę, aby moda nie była tylko ubraniem, lecz spektaklem, w którym muzyka, ruch i światło współgrają, tworząc pełnoprawne show. Ekscytuje mnie przyszłość, w której granice między modą, sztuką i technologią będą coraz bardziej płynne, a ubrania staną się medium wy razu, które inspiruje i porusza odbiorców na całym świecie.

Co chciałbyś, aby czytelnik Mod’arte zapamiętał z Twojej twórczości?

Chciałbym, aby czytelnik Mod’arte za pamiętał, że moda może być odważna, a jednocześnie funkcjonalna. Chcę, aby ludzie poczuli, że ubranie może być wyrazem indywidualności i siły, a jednocześnie pięknym doświadczeniem wizualnym.


Autorka: Katarzyna Krauss


  • Partnerzy serwisu
  • Warsaw Fashion Week – WFW