Barbara Munzer. Tkając z metalu złote sny
Jej artystyczna droga, wyznaczona przez studia z projektowania ubioru i biżuterii, od początku miała w sobie pierwiastek buntu. Zamiast miękkich tkanin wybrała chłodny metal, a jej przędzą stały się mosiężne druty i srebrzysta alpaka.
Z przekory do PRL–owskiej szarzyzny
Początek lat 60., środowisko łódzkiej PWSSP. Wszyscy znajomi wokół malują – abstrakcja i unizm Strzemińskiego są w modzie – lecz Barbara Munzer szuka czegoś innego. Z zamiłowania do rysunku i odziedziczonego po babci i mamie talentu do szycia wybiera Wydział Ubioru. Tam trafia do nowej pracowni projektowania biżuterii Leny Kowalewicz, a doświadczenie to staje się kluczowe dla jej dalszej drogi twórczej. W kawałkach blachy dostrzega potencjał dekoracyjny, pozwalający na nieskończone eksperymenty z formą i techniką. Mosiądz w jej rękach staje się złotem, a alpaka – srebrem. Zamiast pereł i diamentów pojawia się szkło, perłopławy, ceramiczne koraliki, a kolorowa emalia i misterny relief repusowania nadają pracom elegancji.
Styl Barbary Munzer coraz śmielej skręca w stronę art déco i secesji. W czasach szarości i niedoboru artystka z pasją wertuje stare albumy, książki i zagraniczne czasopisma, dostępne w akademickiej bibliotece, wchłaniając atmosferę fin de siècle’u – epoki Alfonsa Muchy, obłędnie bogatej ornamentyki i płynnej, zmysłowej linii. Jej wyobraźnię rozpalają płótna Gustava Klimta, dekoracyjne projekty Wiener Werkstätte i René Lalique’a oraz emocjonujące biografie francuskich i wiedeńskich femme fatale z przełomu wieków.
Czasy w Polsce nie są sprzyjające. Ludzie powszechnie cierpią niedostatek, otacza ich siermiężność. Barbara Munzer nieprzerwanie jednak trwa w poszukiwaniach odpowiednich skrawków metalu, by móc przemienić go w drogocenny kruszec i zaoferować odrobinę luksusu. Awangardowa biżuteria artystki prezentowana jest na kiermaszach i w Salonach Plastyków w całym kraju, wzbogacając „ubogi rynek”. Popyt jest tak wielki, że podczas sylwestrowej imprezy w łódzkim SPATiF-ie w 1970 roku ponad połowa gości ma na sobie właśnie jej ozdoby…
Od „Potopu” i Mody Polskiej po wielkie ważki i suknie z metalu
Już w latach 70. Barbara Munzer łączy twórczość z praktyką scenograficzną. Projektuje metalowe rekwizyty do serialu „Czarne chmury”, spektaklu telewizji „Sława i chwała” oraz do filmów: „Pan Wołodyjowski”, „Potop” i „Kopernik” – majestatyczne łańcuchy, zapony, egrety z piórami, brosze, klamry, szlacheckie pierścienie, obsypując aktorów sztucznym złotem i srebrem. Każdy detal dopracowany jest zgodnie z realiami epoki. Następnie artystka nawiązuje współpracę z Jerzym Antkowiakiem i Krystyną Depczyńską, tworząc kolekcje biżuterii dla Mody Polskiej i Telimeny. Wymyśla metalowe krawaty, bransoleto-mankiety, diademy z jaskółką, monumentalne kolie, które na wybiegach zmieniają charakter kreacji.
Z czasem biżuteria przestaje wystarczać. Naszyjniki powiększają się, aż stają się samodzielnymi obiektami przestrzennymi. Powstaje cykl Natura – powiększone do niewyobrażalnych rozmiarów ważki, motyle, pająki czy pa wie, o ażurowych skrzydłach, delikatnych czułkach czy połyskujących odwłokach. Następnie rodzi się „Teatr postaci”, gdzie artystka tka z metalu złociste suknie dla wielkich heroin i ikon jej ukochanej belle époque – od Joanny d’Arc po Sarę Bernhardt, od Kleopatry po Almę Mahler.
W nowym milenium Barbara Munzer kieruje wzrok ku górze – w cyklu „Kosmos” zamyka w formie koła fragmenty nocnego nieba, gwiazdozbiory i świetliste drogi mleczne. Potem przychodzi czas na „Taniec kwadratów” – geometryczne, przestrzenne kompozycje inspirowane Mondrianem i Strzemińskim, będące manifestem prostoty po dekadach secesyjnej dekoracyjności.
Od ponad sześćdziesięciu lat Barbara Munzer wciąż udowadnia, że metal może być miękki jak jedwab, a błyszcząca blacha – poezją. Jej dzieła są pomostem między rzemiosłem i sztuką, tradycją i awangardą, a każda praca to zamknięty w metalu złoty sen.
Autorka: Pamela Skrzypczak